Wywiad ze mną. Life4Style

Casualism – Moda Męska Casual

Lubię odpowiadać na pytania, szczególnie bardzo ciekawe i dobrze skonstruowane, dopasowane pod odpowiadającego. Dlatego chętnie udzieliłem wywiadu Patrycji Ceglińskiej z Life4Style.pl.
To mój pierwszy wywiad ever, z tego względu mogłem popełnić parę gaf o których albo nie miałem pojęcia –  albo obycia i doświadczenia. Niemniej, jestem zadowolony z efektu końcowego. Przekleję cały wywiad tutaj.
Oryginał: http://life4style.pl/life4style/wywiady-i-publicystyka/336-wywiady/5842-gruba-ryba-o-modzie.html

Czytaj dalej
 

Patrycja Ceglińska: Czym według Ciebie jest doskonałe wyczucie stylu?

 
The Bigwig: Moment, gdy ubierzesz się bezwiednie, w efekcie osiągając to, czego kiedyś osiągnąć nie mogłeś usilnymi próbami. Styl dla każdego z nas jest czymś innym. Każdy styl to pewien kanon, do którego dąży jedna z setek osób, a wśród nich znajdujesz się Ty. Dla pewnej osoby stylowe może być coś, co dla nas jest tandetą i vice versa. Mam ogromną wyrozumiałość w kwestii oceny stylu i staram się u ludzi szukać dobrych stron, choćby u takich kolegów/koleżanek, których poczucie smaku jest absolutnym zaprzeczeniem mojego. Oceniając innych staram się nie oceniać ich idąc za językiem własnego gustu. Staram się spojrzeć obiektywnie na otaczającą mnie blogosferę czy też otaczający mnie świat. Dystans nie zaszkodzi. Nasz styl to niejedyny styl na świecie, wielu może go określić używając w tym celu wyłącznie niemiłych w wydźwięku wyrażeń.
 
 
Skąd wziął się tytuł Twojego bloga „Gruba ryba o modzie”?
 
Szukałem dość agresywnego, ciężkiego w wydźwięku słowa bądź wyrażenia, które by dość dobrze określiło moją osobę, postać blogową jak i prywatną. Nieco denerwującego, dość irytującego. Bigwig to z ang. gruba ryba – połączyłem, więc słowo angielskiego pochodzenia z polskim „Gruba ryba o modzie”, osiągając konkretną nazwę mojego bloga. Oceniając te wybory po czasie, po głowie przelatują mi wyłącznie pozytywne myśli. Jestem z tej nazwy zadowolony i pragnę z całego serca, by to określenie zostało w blogosferze zapamiętane i kojarzone. Czasu, czasu dajcie…
 
 
Czy Twojemu blogowaniu towarzyszy jakaś misja?
 
Nie zastanawiałem się nad misją. Mój blog od początku istnienia jej nie miał, choć to się zmieniło wraz z upływającymi miesiącami i kolejnymi wpisami. The-Bigwig powstał po to, by pokazać moją opasłą garderobę i by pozwalać mi ewoluować w kierunku tylko sobie znanym. Inspirowanie i chętne odwiedzanie mojego bloga przez wiernych mi czytelników jest olbrzymim wręcz wciśnięciem blogowego gazu w samą podłogę. Od momentu, gdy zaczęła odwiedzać mnie większa ich ilość  wpisy robię nie tylko dla siebie, ale także dla nich, dla Was. Dlatego odpowiedź na to pytanie jest dość mocno dwuznaczna, bo odpowiedź zmienił czas.
Czym byś się zajmował gdybyś nie blogował?
 
Tym, czym zajmuję się aktualnie. Blog wypełnia pewną część mojego czasu, ale nie jest to główny punkt mojego życia. Blog to moje hobby, które traktuję i tak stosunkowo bardzo poważnie, dlatego wpisy, które prezentuję ludziom są dość częste i obfite w zdjęcia. Blog prowadzony na pół gwizdka prędzej czy później wypali się jak zapałka. Może nie ze względu na brak czytelnikw, a ze względu na stale dochodzącą do głowy niechęć przy pracy nad kolejnym postem. W tej kwestii i mi zdarzyła się chwila, podczas której myślałem o zamknięciu bloga. Głównie ze względu na chroniczny brak czasu i generalnie posuchę w wenie. Ale to czasy stare i zamierzchłe. Na blogowe wpisy i tworzenie blogowego życia mam teraz niemożliwą ochotę.
 
 
Czym jest dla Ciebie Twój blog?


Prywatnym pamiętnikiem, mapą, legendą i prognozą. Swoistą sceną, gdzie mogę zainteresowanym przekazać nieco moich pomysłów, zdjęć, tekstów. To jest forma mojego kontaktu z internetowym światkiem, miejscem, w którym mogę na scenę wyjść i przy mikrofonie rzec wielu setkom ludzi o tym, że możesz dobrze wyglądać mając na sobie to co mam ja. Oczywiście jest to pewne uogólnienie, bo do prowadzenia bloga cholernie się przyzwyczaiłem i brakowałoby mi go niezmiernie, gdybym musiał się z nim rozstać. Dlatego takiej myśli nie dopuszczam do siebie.
 

Dlaczego w swoich stylizacjach nie pokazujesz twarzy?
 
Przy zakładaniu bloga praktycznie z automatu zdecydowałem, by prywatność i intymność stała na najwyższym możliwym poziomie. Biorąc pod uwagę naturę bloga – moda – brak twarzy nie wydawał mi się dużym problemem. Ba, nie wydawał mi się żadnym. Z dzisiejszej perspektywy uważam, że brak twarzy „ucina” zdjęcia, choć fizycznie ubranie byłoby ubraniem identycznym niezależnie od obecności czy nieobecności rzeczonej twarzy. Nie chciałem, by moje prywatne życie zostało przez obcych mi ludzi, a nawet przez znajomych łączone z działalnością blogową. Blog, moda i ubrania to kwestia zupełnie odrębna i niemająca żadnego odzwierciedlenia w prywatnym życiu w kontekście zajęć/działalności/pracy. Dopuszczam do siebie myśl pokazania mojej twarzy, ale tylko w ramach wyjątku, a nie stałej zmiany. Wiem, że czytelnicy chcieliby wiedzieć „kim jestem”, więc dojrzewam do tego pomysłu, ale dojrzałość to rzecz względna i nie mogę jej określić w dniach czy miesiącach.
 
 
Jak w kilku słowach określiłbyś swój styl?
 

Mój styl stale ewoluuje i myślę, że słowo „casual” jest tutaj najbardziej realnym słownym odzwierciedleniem mojego poczucia stylu. Choć w tej kwestii wszystko zależy od kontekstu i samopoczucia. Jak wspomniałem wyżej jestem bardzo otwarty na wszelkie nowości, nowinki, wszelkie nowe style, które miesiące temu mogłyby co najwyżej spowodować u mnie uśmiech zmieszany z zażenowaniem. Dlatego w dzień „x” mogę wrzucić na siebie marynarkę i w pełnym, eleganckim rynsztunku wyjść na miasto, by w dzień „y” zrobić odwrotnie i ubrać czarne spodnie, czarną kurtkę i sportowe buty. Nie trzymają mnie żadne ryzy i granice zewnętrzne jak dress code, jak i wewnętrzne – psychiczne. Ubranie to zabawa, ma dawać radość, narzucać jak najmniej ograniczeń. Ubraniem ukazujemy światu naszą dbałość o detal, nasz zamysł stylistyczny. Pokazujemy ubraniem całego siebie. Przy pierwszym kontakcie jest to jedna z najwyższych form oceny nowopoznanej osoby i może zaważyć na naszych losach. Najważniejsze – czuć się dobrze.

 


Czy swoją przyszłość wiążesz z modą?
 
Zależy, co rozumiesz pod tym pojęciem. Mam kilka planów, które w większości są w fazie wstępnej koncepcji, a kilka z nich w fazie mozolnego wprowadzania. O tej dowiecie się już za parę dni, dla mnie dni dość długich…Mam nadzieję, że mój pomysł przyjmie oklaski, ale uśmiech akceptacji albo i chęci w uczestniczeniu w jego rozwoju także mnie zadowoli w stu procentach.
 
Czego nigdy byś nie założył?
 
Hmm, ciężko stwierdzić. Zapewne czegokolwiek bym nie napisał za kilka miesięcy Twój czytelnik wpadnie do mnie z okrzykami „co jest?!” i z kartką w ręku z wydrukowanym tym wywiadem. Dlatego odpowiem prosto – tego, co aktualnie uważam za brzydkie, bądź idiotyczne czy paskudne nie założyłbym. 
 
 
Na swoim blogu napisałeś o sobie: „ Jestem aroganckim, pewnym siebie, wulgarnym, ambitnym mężczyzną, z dwójką w wieku z przodu.” Twoje notki przepełnione są sarkazmem i bije z nich ta Twoja pewność siebie, czy te cechy przyczyniły się do popularności Twojego bloga?
 
Pewność siebie nie denerwuje ludzi siebie pewnych. Są zapewne tacy, którzy zrezygnowali z obserwowania mojego bloga ze względu na rzeczony sarkazm, a są także tacy, którzy odczuwają te cechę charakteru jako zaletę i takim Wam dziękuję z całego serca. Pewność siebie i moje cechy charakteru generalnie rzadko były spotykane na różnorakich blogach. Więc kto wie – możliwe, że sumując ludzi zadowolonych moją pewnością siebie (czyli także swoją), oraz tych, których denerwowała – wyszło na plus. Jestem szczerym człowiekiem, nie udaję i nie piszę „pod publikę”, tak więc opis w pełni opisuje mnie prywatnie jak i mnie „blogowo”. To niezwykłe ułatwienie, nie zakładam na siebie pelerynki niewidki tylko piszę sobą, swoimi dłońmi kierując się swoim charakterem i to mój umysł wylewa słowa na klawiaturę.
 
 
Jeśli mówimy o blogach modowych od razu nasuwają nam się na myśl kobiety. Chciałeś obalić ten stereotyp i inspirować innych mężczyzn?
 
Założyłem bloga by sprawdzać siebie, by pokazać siebie i mój styl a nie by obalać jakiekolwiek mity czy tezy. Po pewnym czasie zauważyłem, że posty tworzę mając na uwadze tak siebie, jak i moich czytelników. Tak więc chętnie inspiruję. Dziewczyny to blogowe wyjadaczki, które na blogowaniu zjadły sobie zęby, ja jako samiec w tym gronie nie mogłem się odnaleźć. Pusto było, ale udało się!
 
Na blogu pokazujesz m.in. jak przerabiasz spodnie, farbujesz buty czy zwężasz koszulę. Mówisz też, że lubisz coś pomajstrować przy maszynie. Jak postrzegają Cię inni mężczyźni w Twoim otoczeniu?
 
Wszystko zależy od tego czy wstydzimy się naszych pasji. Jeśli z całą pewnością siebie wykrzykniesz na pół Warszawy, że tak, przerabiasz spodnie, zwężasz koszule, majstrujesz przy maszynie i jest ci z tym dobrze to inni mężczyźni mogą poczuć się zbyt mało „męscy” nie robiąc tego. Jest oczywiście w tym hiperbola, ale sens jest zachowany. Ocena „męskości” danej osoby po zainteresowaniach jest nie tyle dziwna, co głupia. Zapewne jest wielu stuprocentowych mężczyzn lubujących się we florystyce, a Ci którzy ich oceniają jako niemęskich, mają zapewne problem tylko i wyłącznie ze sobą i poczuciem własnej osoby. Wśród wielu grup zawodowych zarezerwowanych praktycznie tylko dla kobiet znajdziemy wielu mężczyzn z krwi i kości. Odwrotnie – to samo, wśród męskich zawodów znajdziemy wiele „ciap”.
 
 
Czasami na Twoim blogu pojawiają się zdjęcia Twojej narzeczonej. Czy moda to Wasza wspólna pasja?
 

Zdecydowanie tak. Narzeczona popchnęła mnie w pomyśle założenia bloga. Oboje o modzie rozmawiamy, oboje chodzimy na zakupy, oboje zastanawiamy się i teoretyzujemy. Gdyby nie narzeczona nie wiem czy chciałoby mi się „bawić” w modę, nie wiem czy złapałbym bakcyla, odstawałem od niej w kwestii ubioru. Bliska osoba, która dzieli z Tobą zainteresowania to duży plus, który codziennie chwytam w ręce. Podobnie mamy w kwestii zainteresowania motoryzacją. Moja narzeczona wie o samochodach tyle co ja, no może raptem nieco mniej. Z modą mamy podobnie – widząc świetną kurtkę narzeczona pokazuje mi ją tak, jak na ulicy pokazuje mi Audi RS6 po tuningu MTM. Mówimy w sklepie o zbyt wysokim guziku górnym w marynarce, a w salonie czy na ulicy o zepsutej nowej linii świateł Mercedesa serii CL czy SL. Lubimy także oceniać dziewczyny, ich ubrania i prezencję oraz mężczyzn w podobny zresztą sposób. Cóż, w każdym z nas siedzi Babcia Jadzia i wyplenić jej się nie da, a nawet nie chce.

 
Kobiety podziwiają Twoje stylizacje. A mężczyźni? Nie mówią Ci, że to niemęskie?
Nie zdarzyło mi się, by jakikolwiek mężczyzna „na żywo” powiedział mi tego typu słowa. Powiem więcej – na blogu tak kategorycznych opinii również nigdy nie wyczytałem. Generalnie mój styl nie ma prawa być odczuwany jako „niemęski”. To laboratoryjnie udowodnione i stoją za tym amerykańscy naukowcy.
 
 
Dużo pieniędzy wydajesz na ubrania?
 

Proporcjonalnie do mojego zainteresowania. W stosunku do tego co wydawałem przed założeniem bloga są to sumy „kosmiczne”, ale wraz z upływającymi tak miesiącami przestałem je jako takie odczuwać. Ze względu na to, że to moje główne hobby to nie szczędzę środków, którymi mogę poprawić sobie samopoczucie. Ciężko wcisnąć w widełki konkretne kwoty, więc nie zdecyduję się na to, bo miesiąc od miesiąca czasami różni się o pełne 180 stopni. Czasami ubrania kupuję niezwykle okazyjnie, niejako wykorzystując do tego celu rodzinę lub znajomych mieszkających za granicą płacąc za zakup ułamek ceny.

 
 
Czy Twoim zdaniem mężczyźni w Polsce są dobrze ubrani?
 
Zależy którzy, zależy gdzie, zależy kiedy. W dużych miastach jak Warszawa, Wrocław, Poznań czy Kraków wśród młodzieży widzę świetnie ubranych chłopaków, ewidentnie ubierających się z głową i mającym pojęcie o tym, co noszą. To świadomi ludzie, moda przybyła do nas zza granicy i ze względu na otaczające nas galerie handlowe ciężko nie być podatnym na nowości. Mężczyźni w sile wieku ubierają się gorzej, czasami wyskakują poza czerwoną linię ohydy. Chłopaki ślepi nie są i widzą, że dobrze ubrany chłopak jest dobrze ubranym chłopakiem i pomimo negatywnych opinii zostanie zapamiętany jako ubrany dobrze. Dużą kwestię odgrywają tu dziewczyny – kto ma większe szanse na dzielnicy? Dobry ubiór niesie za sobą same zalety, wad nie widzę żadnych prócz kolejnych wydatków na nowe ciuchy i podnoszących się ambicji o „coraz lepszy outfit”.
 


A kobiety?
 
Generalizując, kobiety ubierają się lepiej niż mężczyźni. Od zawsze. Pokoleniowo także przewaga stoi po stronie płci pięknej. Młode dziewczyny rzadko ubierają się tak, jak przed dziesięcioleciami. U mężczyzn zdarza się to nadzwyczaj często. Ale to naturalne. Te dysproporcje myślę, że nie wyrównają się nigdy i łatwiej mężczyźnie wyróżnić się dobrym ubiorem z szarego tłumu, niż dobrze ubranej dziewczynie z dobrze ubranego tłumu dziewczyn.
 
 


Jak reagujesz na komplementy, które przewijają się pod Twoimi postami? Czy są Twoją siłą napędową?
 
Zdecydowanie komentarze pomagają i popychają do działania. Wiele z nich jest wyciskanych „z automatu” i słowa nie powinny być przez prowadzącego brane na poważnie, ale…ja biorę. Bo lubię i chcę, doceniam więc każdy. Negatywne komentarze także się zdarzają, choć w mniejszym nasileniu. Rzadko usuwam negatywne opinie na swój temat, a jeśli już to przelane goryczą wypociny. Przestały się pojawiać od czasu jak olewam ich istnienie. Czuję się zdecydowanie wyżej niż internetowy napinacz. Nie mam chęci, by odpisywać. Ewentualnie pośmieję się, by po 2 minutach zapomnieć o jego istnieniu.
 
 
Kto robi Ci zdjęcia na bloga?
 

Zawsze tylko i wyłącznie narzeczona. Ten fakt pomaga mi się rozluźnić przed obiektywem. Brak obycia w tej materii byłby dość mocno odczuwalny przy korzystaniu z usług profesjonalnych fotografów, którzy na niektórych blogach prezentują niemożliwe wręcz gnioty, nie do zaakceptowania przez nas – amatorów. Narzeczonej dobrze idzie, zdjęcia wychodzą coraz lepsze, choć mamy czasami problemy, bo oboje fotografią nigdy się nie zajmowaliśmy. Ale jako człowiek ambitny zawsze czytam wszelkie wiadomości na temat wykonywania zdjęć i ich obróbek, więc stanęliśmy do boju z lustrzanką bogatsi o potrzebną wiedzę, która ewoluowała wraz ze stylem ubioru Bigwig’a.

 
 
Kto Cię inspiruje?
 
Nikt konkretny. W kwestii ubrań inspirują mnie inspirujący ludzie, bez wskazywania palcem o które osoby chodzi. Może to być bloger, jak i osoba z lookbooka danej marki, czy też mijany przeze mnie osobnik w galerii czy na ulicy. Każdemu może zdarzyć się stworzenie zestawu na miarę mojego zapamiętania, zaś zazwyczaj dobrze ubranemu blogerowi – może zdarzyć się niebywała kicha. Dlatego w dzienniku codziennych wizyt przodują głównie blogi bądź strony nastawione na inspiracje, a nie przedstawiające konkretne osoby.
 
 
Skąd wzięła się pasja do mody?
 
Znikąd. Przyszła nagle po zrzuceniu wielu kilogramów nadwagi. Przy wymianie większości rzeczy z ówczesnej garderoby ze względu na przyspieszenie życia, wyższe zarobki i brak jakichkolwiek przeciwskazań do zmiany siebie w stopniu najwyższym. Wtedy nastał czas zmian, czas refleksji, prób i braku ograniczeń życiowych przy podejmowaniu kolejnych etapów ewolucji mojego „stylowego ja”.
 
 
 
Rozmawiała: Patrycja Ceglińska
Casualism – Moda Męska Casual
The-Bigwig
Wywiad ze mną. Life4Style
5 z 5 ocen

    ADD YOUR COMMENT